www.wyprawy21.cykloid.pl :: Wyprawy Rowerowe XXI wieku
- autor relacji z podróży.
Zrealizował 3 samotne wyprawy rowerowe przez Himalaje, w tym jedną zimową przez góry Tybetu. Rowerem dotarł do Ladakhu i przejechał tybetańskie bezdroża. Każda z wypraw posiada bogatą dokumentację w postaci barwnej relacji oraz kolekcji znakomitych zdjęć.
Tekst i fotografie: Piotr Strzeżysz
Najprościej samolotem, bezpośrednio do Lhasy, oczywiście z przesiadkami. Decyzja jaką linię wybrać i przez jakie państwa lecieć zależy od zasobności portfela i ewentualnie od aktualnie dostępnych promocji. Można wybrać się do biura podróży (biura często mają zniżki na określone linie lotnicze), można bezpośrednio w przedstawicielstwie danej linii, można również spróbować samemu poszperać w Internecie. Jak to zwykle bywa, im wcześniej zaplanujemy podróż, tym mniejsze będą koszta, ale nie jest to regułą.
Podczas kupna biletu nie zapomnijmy dodać, że zamierzamy wziąć rower i dowiedzmy się o warunkach jego przewozu (które to znacznie różnią się między liniami), aby potem uniknąć przykrych niespodzianek na lotnisku. Osobiście nie lubię pakować roweru do pudeł i zazwyczaj próbuję go nadać w 'lżejszym' opakowaniu. Ostatnio owinąłem go po prostu bandażem i w ten sposób nadałem jako bagaż. Zazwyczaj trzeba trochę dopłacić do ceny biletu, około 25 złotych za każdy kilogram ponad dopuszczalny limit.
Można polecieć do Pekinu i stamtąd kontynuować podróż nowo otwartą linią kolejową do Lhasy, ale uwaga, może pojawić się duży problem z zabraniem roweru, bowiem pociąg ten, na trasie Pekin-Lhasa, nie posiada wagonu bagażowego. Najtańszy bilet kosztuje zaledwie pięćdziesiąt dolarów, miejsce sypialne można kupić już za sto. Jeśli korzystamy z usług biura podróży, do tej ceny należy doliczyć opłatę za twz. 'pozwolenie na podróż do Tybetu' (które to pozwolenie jest fikcyjnym papierkiem, którego turysta nigdy nie zobaczy na oczy). Kupno biletu na dworcu w Pekinie graniczy z cudem (obcokrajowcom nie sprzedaje się tam biletów do Tybetu), ale można wykorzystać jakiegoś Chińczyka i w ten sposób uniknąć płacenia haraczu w biurze podróży.
Najlepiej zabrać namiot i być niezależnym, szczególnie, jeśli planujemy odwiedzić dzikie i odludne miejsca, z dala od głównej drogi Lhasa-Kathmandu. W wioskach bez problemu znajdziemy nocleg u tybetańskiej rodziny, a w większych miastach wybór hoteli jest bardzo duży. Za dziesięć złotych dostaniemy całkiem przyzwoite łóżko, często nawet z działającym od czasu do czasu prysznicem.
Bez problemu można kupić butelkowaną, która jest zupełnie bezpieczna. Jeśli ktoś ma ochotę pić wodę ze strumieni, na wszelki wypadek dobrze zabrać coś do odkażania albo sprzęt do gotowania. Osobiście wodę z niepewnego źródła albo gotowałem, albo odkażałem kroplami Betadine (do kupienia w aptece za kilka złotych trzy krople na litr wody) i nie miałem żadnych kłopotów żołądkowych.
Podstawowe pożywienie Tybetańczyków to campa, czyli mąka jęczmienna ugniatana z herbatą lub wodą na ciasto i jedzona rękoma prosto z miseczki. Czasem z dodatkiem cukru albo mięsa. Mąka ta towarzyszyła mi przez całe dwa miesiące i żołądek dobrze ją tolerował, ale wiem z opowieści innych turystów, że nie wszyscy ją bezboleśnie przyswajali, pomijając jej zerowe walory smakowe. Do capmy często dodawana jest herbata - słona i tłusta, bo z dodatkiem masła. Doskonały napój dla rowerzysty, bowiem poza dostarczeniem organizmowi jakże ważnych kalorii, pozwala również na uzupełnienie niedoboru soli (rzeczy bardzo ważna, nie tylko na dużych wysokościach). Tybetańczycy piją herbatę w nieprawdopodobnych ilościach. Oczywiście przygodny turysta jest nią również częstowany i to bardzo hojnie. Podczas jednego wieczoru zdarzało mi się wypić cały dwulitrowy termos.
Poza campą jadłem głównie ryż alb makaron z jajkiem i warzywami, czasem z mięsem. Jedzenia po drodze nie ma zbyt wiele i człowiek je to, co się trafi.
Stołując się w restauracjach nie zapominajmy o zapytaniu o cenę przed zamówieniem posiłku. Zazwyczaj w większych wioskach, nie wspominając o miastach, jest pewien wybór restauracji, idźmy więc tam, gdzie mają angielskie menu (które i tak różni się zazwyczaj cenami od chińskiego). Zdarzało się, że za kawałek twardego jak stara podeszwa mięsa, plus łykowatego zielska, lub gumowatych pierogów płaciłem jakieś zwariowane zupełnie pieniądze.
Ze względu na jednostajną i ubogą dietę trzeba zabrać z Polski dodatkowy zestaw witamin.
Wiza jest bezpłatna, ważna na dwa miesiące pobytu. Otrzymuje się ją w ambasadzie po okazaniu ważnego paszportu i biletu do Chin. Na wszelki wypadek nie należy wspominać, że jedzie się do Tybetu, bowiem można się spotkać z odmową wydania wizy.
Przebywanie na dużej wysokości i pokonywanie jej zbyt szybko, bez odpowiedniej aklimatyzacji, może doprowadzić do obrzęku płuc lub mózgu, a w konsekwencji do śmierci, stąd niezmiernie ważna jest odpowiednia aklimatyzacja. Podczas przebywania na dużej wysokości może pojawić się przyspieszony, płytki i nieregularny oddech, lekki ból głowy, zwiększone wydalanie moczu. Zdobywając coraz większe wysokości, wszystkie te dolegliwości są nieuniknione w większym lub mniejszym stopniu. Należy podjeżdżać stopniowo, spędzając kolejną noc nie wyżej niż trzysta metrów od poziomu poprzedniego noclegu. W razie wystąpienia objawów choroby wysokościowej (do których należą: brak apetytu, mdłości, wymioty, osłabienie, ból głowy i kłopoty z zaśnięciem), należy zostać na tej samej wysokości tak długo, aż objawy ustąpią, albo najlepiej zjechać kilkaset metrów. Oczywiście, podczas podróży zdarza się często pokonać nawet kilometr lub więcej wysokości w przeciągu kilku godzin, ale ważne jest aby zjechać wtedy możliwie jak najniżej i w żadnym razie nie spędzać nocy blisko przełęczy.
Nie są wymagane, ale zalecane. Przede wszystkim na żółtaczkę WZWA/B, dur brzuszny, tężec, polio. Do tego na wszelki wypadek na zapalenie opon mózgowych. Szczepienia są dość kosztowne i dobrze zacząć je odpowiednio wcześniej przed wyjazdem, jako że niektóre otrzymuje się w kilku dawkach wymagających odpowiednich przerw w podaniu.
Teoretycznie samotna podróż rowerem po Tybecie jest zabroniona i nielegalna. Tak więc, aby być z zgodzie z prawem, należy wykupić udział w wycieczce, albo próbować kupić specjalne 'pozwolenie'. Ta ostatnia opcja w Lhasie jest niemożliwa, ale bez problemu cenny papierek można dostać w Shigatze. W większości przewodników i generalnie między turystami pokutuje przekonanie o konieczności posiadania pozwolenia, otwierającego wszystkie szlabany, zapory i bariery na drodze. W rzeczywistości nikt go po drodze nie sprawdza, a wszystkie niesamowite opowieści o przyłapanych turystach jadących bez pozwolenia, opowiadane przez pracowników biur podróży, służą chyba jedynie jako tani chwyt, pomagający wyłudzić pieniądze od naiwnych turystów. Według informacji z większości przewodników pozwolenia powinny być wydawane przez PBS (Biuro Bezpieczeństwa Publicznego), ale w praktyce jest to niemożliwe. Pozostają więc prywatne osoby, takie jak np. pani Dicki z hotelu Tenzin w Shigatze, która załatwia pozwolenie prawie od ręki. Nie dajmy się nabrać na ofertę z jej strony kupna 'specjalnego pozwolenia na podróżowanie rowerem po Tybecie'. Za zaoszczędzone pieniądze idźmy się dobrze najeść, aby mieć siły przed kolejną morderczą przełęczą.
Dla rowerzystów nieoceniony jest Tibet Overland autorstwa Kym McConnell'a (Wyd. Trailblazer), zawierający mnóstwo praktycznych informacji, łącznie z profilami tras i bardzo dokładnymi opisami kilkunastu szlaków. Prawdopodobnie w tym jeszcze roku ukaże się jego nowe wydanie.
Dla firmy ELENA za zniżkę na zakup liofilizowanej żywności.
Dla Licencjonowanego laboratorium Kodak Express z Warszawy (ul. Nowy Świat 66) za solidną obróbkę materiału (wywołanie slajdów i skanowanie) po powrocie z wyprawy.
Dla sklepu Scott w Warszawie (ul. Anielewicza 2, róg Andersa) za możliwość przetestowania odzieży kolarskiej firmy Berkner, która doskonale sprawdziła się w trudnych, wysokogórskich warunkach.
Szczególne słowa podziękowania należą się I Liceum Ogólnokształcącemu Bednarska z Warszawy, które pomogło w skompletowaniu części ekwipunku.
Chciałbym również wyrazić słowa wdzięczności panu mechanikowi ze sklepu Scotta w Warszawie (ul. Anielewicza 2, róg Andersa) za bardzo solidny serwis i doskonałe przygotowanie roweru do wyjazdu.
Chętnie udzielę dodatkowych praktycznych informacji zainteresowanym osobom i wysłucham krytycznych uwag co do opublikowanych treści, aby następne relacje mogły być jeszcze lepsze:
Contents copyright © 2001-2010, CYKLOiD. All rights reserved.
Zawartość oraz forma Kalendarza Wypraw Rowerowych XXI wieku podlegają ochronie praw autorskich. Kalendarz...XXI wieku nie może być powielany lub prezentowany w inny sposób jak tylko na stronie macierzystej projektu, to jest http://wyprawy21.cykloid.pl/.