www.wyprawy21.cykloid.pl :: Wyprawy Rowerowe XXI wieku


Krzysztof Przemysław Skok

Krzysztof Przemysław Skok

Pochodzi z Gdańska, jego rodzinne korzenie sięgają Dąbrówki Malborskiej k. Malborka. Od 1997 roku studiuje na trójmiejskich uczelniach. Ukończył Politologię na Uniwersytecie Gdańskim, Europejskie Studia Specjalne na Politechnice Gdańskiej, a obecnie zgłębia Zarządzanie i marketing na UG. Pasjonują go coraz to nowe wyzwania, a podróżując ma okazję spełniać swoje marzenia.
Pasję podróżniczą rozwija w podróżach na wschód. Był już w Kazachstanie (2004), Ukrainie i Mołdawii (2006) i na Zakaukaziu (Gruzja, Armenia, Azerbejdżan) w 2007.

Teraz czas na wyprawę rowerową na Koniec Świata: Gdańsk - Pekin - Władywostok.

Relacje z wypraw...

Dziennik wyprawowy - Pekin 2008 cz.3


Tekst i fotografie: Krzysztof Przemysław Skok

17 dzień wyprawy

24.04.2008

Jako że mieszkam niedaleko Kościoła Katolickiego, dzień mój zaczął się od Mszy Św. w j. rosyjskim. Po niej chwilę rozmawiałem  z zastępcą Biskupa Diecezji Moskiewskiej, Ks. Wikariuszem Andrzejem (Polak). Następnie udałem się do Proboszca, Ks. Józefa, z zapytaniem czy nie zna lekarza, który mógłby obejrzeć moje kolano. Pomimo, że Ksiądz wypytał się wszystkich swoich znajomych i współpracowników, nie udało się. Więc udałem się w tej sprawie do Konsulatu RP, który jest niedaleko. Spędziłem tam ok. 1,5h, ale dowiedziałem się tylko tyle, że wszyscy dyplomaci akredytowani w Polsce leczą się w jednej przychodni (dostałem adres, niezbyt blisko). Natomiast podczas rozmowy z jednym z "naszych" ochroniarzy, usłyszałem, że chyba to przeciążenie i brakuje mi tej mazi co wypełnia staw kolanowy. Jego teść to MP w Kolarstwie. Niestety był zbyt duży ruch, a mnie wywolali dalej i nie mogłem się nic więcej dowiedzieć.

Natomiast rosyjscy milicjanci sprzed Konsulatu pokazali mi Prywatną Klinikę "MEDSI", w której podobno dobrze leczą. Klinika była niedaleko, więc się do niej udałem. Wizyta lekarska 1490 Rub., a następnie USG 1190 rub. - trochę to kosztuje. Jakoże mam ubezpieczenie, postanowiłem z niego skorzystać. Po kilkunastu minutach oczekiwania otrzymałem odpowiedź, że mam brać rachunek, a oni mi zwrócą - Klinika nie chiała przelewu od ubezpieczyciela. Pani doktor (uparli się, że to musi być chirurg) stwierdziła, że prtzeciążenie i brak mazi. Generalnie kazała 2 tyg. odpocząć i będzie wszystko ok (nie zabardzo się przejęła). Wszystko to zajęło mi sporo czasu. Wróciłem po południu, zrobiłem jedzenie i poszedłem szukać internetu. Nie udało mi się go znaleźć, ale dostałem komputer, na którym mogłem chociaż przygotować relacje do wysłania. To zajęło mi kilka godzin (z przerwą na Mszę Św. w j. polskim). Teraz trzeba tylko znaleźć internet i będzie można wszystko wysłać.

+

18 dzień wyprawy

25.04.2008

Dzień zaczął się (poza toaletą) od porannej Mszy Św. w j. rosyjskim. Następnie było ponowne zbieranie informacji o kafejkach internetowych (jest ich w Moskwie już nie wiele i w niektórych trzeba mieć własnego laptopa). Dalej były skromne zakupy (ceny w Moskwie chyba przewyższają  znacznie te Warszawskie), a w końcu śniadanie. Następnie odbyła się przeprowadzka całego mojego "majdanu" z pokoju do pokoju obok. Trwała dość sporo czasu, ponieważ przy okzaji trochę sprzęt poczyściłem, sprawdziłem, czy nie ma usterek w plecakch, itd. No i cały czas muślę, jak zmniejszyć wagę swojego bagażu.

Cały czas wysyłam także SMSy w sprawie mojego kolana - może kkomuś coś się uda ustalić. Następnie dzięki pomocy dwóch Księży Salezjan, Zbigniewa i Marka, dostałem na chwilę bezpłatny internet i mogłem wysłać przygotowane relacje z podróży. Ok. 15 dotarłem do pobliskiej stołówki - obiad z dwóch dań kosztuje 180 rub (ok. 18 zł) - smaczny, ale na temat zniżki nie było skim rozmawiać. Może jutro się uda. Po obiedzie zrobiłem sobie krótki spacer po aptekach, ponieważ dostałem informację, jakoby wyciąg z chrząstki rekina może mi pomóc - bez efektu. Jakoże nie wiedziałem, jak w j. rosyjskim jest ten wyciąg, zaszedłem do Konsulatu, aby mi przetłumaczyli. Przy okazji rozglądałęm się za ochroniarzem, który bez wizyty u lekarza wiedział, co mi jest (może wie, jak leczyć), ale bezskutecznie.

O 18 poszedłem na Nowennę i Mszę Św. do Katedry - odrobię zaległości! Wieczorem zrobiłem jeszcze pamiątkowe zdjęcie i udałem się do siebie. Na drogę wydrukowałem sobie trochę relacji z podróży innych rowerzystów do Azji, więc trzeba je czytać i pozbywać się tych mniej przydatnych. Na noc, zgodnie z zaleceniem lekarza, zrobiłem sobie opatrunek w postaci waty nasączonej wódką! Nie zabardzo w to wierzę, ale kupiłem butelkę wódki za 100 rub., więc spróbuję. No i wieczorem zadzwonił jeszcze kuzyn Arek z informacją, że dka sportowców robi się serię trzech zastrzyków w kolano leku Synvisk. Ciekawe czy tu coś takiego mają?

29 dzień wyprawy

26.04.2008

Początek dnia standardowy - poranna toaleta, a następnie Msza Św. w j. rosyjskim. Poźniej był spożywczak i zakupy na śniadanie. Wszystkie swoje ruchy spowalniam, bo przecież trzeba kolano oszczędzać, a i mam dużo czasu. W Kościele przyszedł mi do głowy pomysł, który zrealizowałem po śniadaniu - zażyłem 2 tabletki Olfenu (max dawka dobowa) - środku przeciwbolowego i przeciwzapalnego - po kliku godzinach ból całkowicie zniknął. Szkoda, że nie leczy (tak mówi ulotka).

Czas jaki miałem przedpołudniem postanowiłem przeznaczyć na zrobienie kilku pamiątkowych fotek na dzielnicy w koszulkach, które dostałem od sponsorów i patronów medialnych. Ok. 14.30 zameldowałem się na stołówce, gdzie była kompetentna osoba (Siostra Renata) i dzięki wcześniejszemu stawiennictwu Ks. Andrzeja, cena obiadu spadła ze 180 do 100 Rub. Po obfitym obiedzie, postanowiłem wziąść się za przegląd roweru. Na początek okazało się, że mam maleńką dziurkę w kole od przyczepki, więc to naprawiłem. Dokręciłem także nakrętkę przy stopce rowerowej, a następnie trzeba było się wziąść za "brudną" robotę, tj. wyczyścić ze smaru i błota łańcuch i zębatki. Jakoś poszło. Nie udało się natomiast wyregulować tylnej przerzutki - są problemy ze zmianą niższej na wyższą zębatkę - trzeba dzwignię przesunąć o 2 biegi, aby przeskoczyła o 1. Weczorem chciał mi nawet pomóc Salezjanin, Ks. Igor (zapalony rowerzysta), ale nie udało mu się - wg niego uszkodzona jest manetka od zmiany biegów. Zaproponował, abym jutro pojechał to naprawić do znanegomu sklepu rowerowego - jakieś 15 km drogi, a w niedzielę jest mniejszy ruch - tym bardziej, że wg Kalendarza Prawosławnego przypada Niedziela Wielkanocna (Pascha). Oni pracują także w Święta - przekonywał Ks. Igor. Ja jednak dostałem od jednego z uczniów Salezjanki, Siostry Ireny, namiary na lekarza, który leczy m.in. sportowców (podobno jest bardzo dobry). Do tego czasu postanowiłem się wstrzymać z wsiadaniem na rower.

Wieczorem zadzwoniła do mnie mama - od niej wiem, że popsuła się trochę pogoda, czyli w Moskwie piękna pogoda też sięskończy, zapewne w poniedziałek.

30 dzień wyprawy

27.04.2008 r.

Wstaem po 8 rano - sam się obudziłem. Umyłem się i poszedłem po zakupy na śniadanie. Następnie do południa czytałem relacje z wyjazdów innych podróżników (niestety koleją) do Chin - może ich informacje się przydadzą. Na 13 poszedłem do Kościoła na Mszę Św. w j. polskim, a po niej na obiad i dalej do lektury. Przeczytałbym całą niedzielę, gdyby nie Aleksiej, który wrócił z ich Świąt Wielkanocnych, które spędzał w rodzinnym domu k. Tuły. Prawie 2 godziny spaceru i rozmowa ze znajomym przydała się. Zauważyłem także różnicę w obchodzeniu Świąt w Rosji i w Polsce - tu prawie wszystkie sklepy spożywcze są otwarte, a na ulicach pełno ludzi. Aleksiej chciał coś kupić do picia w McDonaldzie, ale kolejka była tak duża, że kupił w pobliskim kiosku. Zresztą był to kolejny ciepły dzień. Na jednym z termometrów było 22 stopnie! Po rozstaniu się z Aleksiejem, ustaliłem z Siostrą Ireną, jak dotrzeć w poniedziałek do lekarza (na mojej mapie nie było tej ulicy - jest już na obrzeżach Moskwy) oraz podziękowałem Ks. Józefowi za wszelkie łaski i życzliwość z jego strony - jutro wyjeżdża do Polski na miesiąc, bo kończy mu się wiza. A wieczór to ciąg dalszy czytania. A jutro chyba będzie dla mnie sądny dzień - wizyta u lekarza i być może decyzja w mojej sprawie.

Moskwa

31 dzień wyprawy

28.04.2008

Wstałem po 7 - ciężki dzień. Po porannej toalecie udałem się pod Konsulat RP, aby spróbować złapać kontakt z naszym wartownikiem, z którym rozmawiałem w czwartek. Poszedłem na 8, a okazało się, że otwierają o 9. Poczekało się, ale i tak nie udało mi się z nim skontaktować. Usłyszałem, że jest na terenie Moskwy.  Wracając do siebie, zaszedłem do Kościoła. Po śniadaniu udałem się do stacji metra. Miałem do przejechania 4 przystanki, ale metro dwa razy zatrzymało się także poza przystankami.

W końcu o 10.40 dotarłem do właściwej stacji, ale do Kliniki i tak spóźniłem się 5 min. Były tego dwa powody - część ludzi nie wiedziała, gdzie to jest, a druga poprowadziła mnie na około (z powrotem szedłem znacznie krótszą drogą). U lekarza nie było kolejki (zresztą klinika nie jest dla najbiedniejszych), tylko na niego samego musiałem chwilę poczekać. Lekarz podotykał przez chwilę moje zdrowe i chore kolano z boku (od wewnętrznej strony) i stwierdził, że trzeba operować. Koszt ok. 1000 euro. Dał mi wizytówkę - jak się zdecyduję, to mam zadzwonić. Nim wyszedłem z samej kliniki, puściłem info do znajomych. Była także rozmowa z ubezpieczycielem, mam sam omówić sprawę z lekarzem i dać mi znać. Ja wróciłem do siebie, trochę pochodziłem bez sensu, aż wkońcu poszedłem na obiad. Po obiedzie trochę pochodziłem i wychodziłem po godzinie czasu darmowy internet na całe popołudnie (z przerwą na Mszę Św. w j.polskim), więcnadrobiłem trochę zaległości, rozesłałem info do znajomych. Było już po 20, jak zadzwonił lekarz ubezpieczyciela i poinformował mnie, że mam zapalenie stawu rzepkowo-udowego i uszkodzenie łękotki przyśrodkowej. Przyznał także, że śledzi wyprawę na stronie www.rowerem.zehej.pl!!!

Umówiliśmy się, że na następnego dnia będzie kolejna wizyta u lekarza wybranego przez Ubezpieczyciela i po niej ostateczna decyzja - krótkie leczenie w Moskwie (jeżeli jest możliwe), a jak długie leczenie - natychmiastowy powrót do kraju i leczenie z funduszu NFZ. Cały wieczór upłynął na odbieraniu telefonów z kraju i czytaniu niezliczonej liczby SMSów z wyrazami poparcia! Dziękuję:-)

32 dzień wyprawy

29.04.2008

Poranek jak zwykle - wstaje ok. 8 rano, szybka toaleta, a nastpnie msza Św. w j. rosyjskim. Ale najważniejsze - ból w kolanie jest coraz mniejszy.

 

Po Kościele śniadanie, a następnie udało mi się znowu dostać bezpłatny internet. Długo sobie na nim nieposiedziałem, ponieważ otrzymałem telefoniczną informację od ubezpieczyciela, gdzie mam się stawić na decydujące badanie. Po jakieś godzinie dotarłem do wskazanej kliniki. Tam okazało się, że nie wszystko jest dograne z moim badaniem i musiałem trochę poczekać. Wkońcu trafiłem do Pani doktor (ortopeda). Jak się dowiedziała o wyprawie rowerowej "Pekin 2008" to wyjęła z torebki swoją komórkę i zadzwoniła do swojego kolegi z prośbą o konsultacje, bo ma interesujący "przypadek" człowieka, który jedzie rowerem z Sopotu do Chin! A ten kolega, jak mi go zareklamowała do Adiunkt w Katedrze Ortopedii i zajmuje się tylko kolanami. Za nim kolega dotarł, Pani doktor dokładnie obejrzała moje kolano i wydała diagnozę. Po chwili dotarł oczekiwany lekarz, który po kilku minutach wydał diagnozę, taką jak Pani doktor, tj. przeciążenie i zapalenie kolana. Na wszelki wypadek zrobiono mi jeszcze RTG - nic nie wykazało. Mam brać tabletki Voltaren i Movalis, smarować kolano maścią Voltaren i nosić opaskę na kolanie. Po tygodniu mam wyzdrowieć. Nad moim sprawnym poruszaniem się po klinice czuwała Pani z kasy (wszędzie bez kolejki - kasa z Zachodu!). Na koniec poprosiłem ją, aby diagnozę i zalecenia przefaksowała do ubezpieczyciela. Nie chciała, ale jak usłyszała, że bez tego nie będzie kasy za moje badania, to zostawiła wszystko i stanęła przy faksie. Niestety, ale nie często obsługuje faks! W klinice spędziłem ponad 2,5 godziny,

Na obiad dotarłem spóżniony, było już ok. 15.30. Ale za to byłem sam i mogłem jeść w ciszy i spokoju. Później do wieczora to już tylko krótki spacer i drobne zakupy spożywcze oraz msza Św. w j. polskim. Wieczorem poczytałem sobie w przewodniku trochę o Karelii, gdzie obecnie nie dotrę, ale w przyczłości warto byłoby. Było też kilka SMSów, no i zadzwoniła mama.

No i bym zapomniał - w ciągu dnia udzieliłem wywiadu telefonicznego dla "Gazety Wyborczej", dodatek "Trójmiasto".

33 dzień wyprawy

30.04.2008

Kolejny dzień "siedzenia" w Moskwie. Straszliwa nuda. Funkcjonuję wg codziennych schematów, więc skupię się na nowych wydarzeniach.

Rano obudziłem się z przekonaniem, że aby mieć dalsze szanse w podróży, muszę znacznie ograniczyć wagę swojego bagażu. Postanowiłem podzielić go na 3 części - pierwsza jedzie ze mną, drugą wysyłam do Irkucka, a trzecia wraca do domu lub czeka na mnie w Moskwie u dobrych ludzi. W tym celu przeprowadziłem w ciągu dnia kilka rozmów, jak to najlepiej technicznie wykonać.

Jeszcze przed południem miałem dwie rozmowy telefoniczne z lekarzem ubezpieczyciela. Doszedł on do wniosku, że  nie mam najmniejszych szans, aby dalej jechać rowerem. Jeśli go dobrze zrozumiałem, to była już dla mnie zrobiona rezerwacja na samolat na 01.05.2008 r. Zrezygnowałem jednak z tej opcji i tym samym zerwałem umowę ubezpieczeniową! Niestety te rozmowy nie wyszły mi na dobre - załapałem potężnego "doła", co było chyba przyczyną "rewolucji żołądkowej", która dopadła mnie wieczorem.

Po tygodniu obecności na Ziemi Moskiewskiej, wkońcu udało mi się spotkać z Vladem, moim znajomym z Tuły, który obecnie mieszka i pracuje w Moskwie! Podarował mi on "Tulski Piernik", który jest podobno najlepszy na świecie. Przekonamy się:) Zaprosił mnie także na weekend do siebie do domu - postanowiłem skorzystać z okazji i pojechać zobaczyć Tułę. Będzie to jakiś fajny przerywnik, może trochę moja głowa odpocznie.

Przez cały dzień otrzymałem mnóstwo SMS od znajomych i sponsorów, zadzwonił także mój przyjaciel Sławek. Wszystkim dziękuję za słowa wsparcia i otuchy:)

Ostatnio słyszę także głosy, że zdrowie jest najważniejsze i mam wracać do domu. Wiem, że zdrowie jest najważniejsze, ale nie chcę wracać. Ten wyjazd to świetna sprawa, a do czasu kontuzji był niesamowitą przygodą. Wierzę, że uda mi się jechać dalej.

15 dzień wyprawy

1.05.2008

1 Maja - Święto Pracy. W Rosji chyba naprawdę obchodzone. Moskiewskie ulice w południe były praktycznie puste. A w pamięci mam niedzielę, kiedy była Niedziela Wielkanocna i wszędzie było pełno ludzi.

Moskwa - 1 Maja Święto Pracy

Mi dzień upłynął wyjątkowo dobrze i szybko. Wszystko to za sprawą poznanego dzień wcześniej Rosjanina Jurka, który bardzo dobrze zna język polski i jeździ na rowerze:) Poszliśmy razem na spacer po Moskwie. Napoczątku naszej wędrówki dotarliśmy pod dawną siedzibę Par;lamentu, gdzie w 1993 roku doszło do strzelaninu, w wyniku której zginęło kilkadziesiąt osób. A wszystko to przez B. Jelcyna, który chciał siłą rozpędzić demokratycznie wybrany Parlament, na czele  którego stał Czeczen! Ludzie stanęli w obronie i polała się krew. Obecnie w tym budynku mieści się siedziba rządu. Dalej było miejsce puczu Janajewa z 1991 roku. Widzieliśmy też z bliska dwa budynki przypominające warszawski Pałac Kultury. W jednym z nich jest Hotel Ukraina, a w drugim siedziba Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rosji. Interesującym miejscem jest także ulica, przy której wszystkie bloki po jednej stronie mają kształt otwartej książki. A po drugiej jest duża księgarnia - Rosjanie wiedzą jak przypominać ludziom o czytaniu. Był też oczywiście spacer po Arbacie (on też był pustawy mimo popołudniowej pory) - chyba jedynym takim deptaku w Moskwie. Pojechaliśmy także na Dworzec Kurski, aby zorientować się w rozkładzie jazdy pociągów do Tuły.

Wszędzie było cicho i spokojnie, jak nie w Moskwie. To chyba za sprawą długiego weekendu. Tylko milicji wszędzie było pełno - chyba obawiała się demonstracji i zamieszek pierwszomajowych. Ja przy okazji spaceru w jednej z księgarń kupiłem Atlas Rosji. Mam nadzieję, że przyda się nie tylko przy okazji tej podróży!

Wieczorem trochę czasu spędziłem na internecie. Odpowiedziałem już chyba na wszystkie zaległe maile. Dokonałem także wstępnego podziału bagażu. Jest on bardzo restrykcyjny - najcięższy bagaż (m.in. część części zapasowych i namiot) jedzie do Irkucka, a część wraca do domu.

16 dzień wyprawy

2.05.2008

Dzień minął wyjątkowo szybko. Przed południem była chwila na wysłanie relacji z dnia poprzedniego,dokończenie podziału bagażu oraz krótkie rozmowy z poznanymi wcześniej ludźmi. Przy okazji dowiedziałem się, żeprzacujący w miejscowej parafii Ks. Salezjanin miałwczoraj wypadek rowerowy i leży w szpitalu. Szczegółów nie udało mi się stalić. Trochę dużo robi się chorych rowerzystów.

Wczesne popołudnie to już wyjazd do Tuły. Przejazd metrem na Dworzec Kurski, a następnie 3,5h elektryczką. Jechało się fajnie i spokojnie, aluz w samym pociągu zniknąłprzed Tułą (ostatnie 30 min. to już ścisk), Jadąc zauważyłem, ile straciłem siedząc w Moskwie. Przed przyjazdem do niej było deszczowo i zimno, a na drzewach były tylko pąki. A teraz jest już wiosna w całej swej okazałości. A do tegoludzie (przede wszystkim kobiety) wsiadający przed Tułą mieli w dłoniach Żonkile były bardzo piękne. To mi przypomniało te z ogrodu mojej mamy. Też sąco roku bardzo piękne.

Tuła

W Tule przywitał mnie Vlad ze swoją dziewczyną Leną. Prawie godzinę pojeździliśmy samochodem po mieście (zobaczyliśmy z zewnątrz dwie Cerkiwie oraz Kreml), po czym udaliśmy się do niego do domu. Tam jego mama Swietłana czekała już z bardzo smacznym obiadem. Była zupa solanka, ale całkiem inna niż ta, którą jadłem wcześniej. Było także drugie danie oczywiście kuchnia rosyjska. Mi najbardziej smakował kulibiak, który wyrabia siępodobnie jak pizzę, ale nadzienie wkłada się do środka. Ale ten niepowtarzalny smak tego nie da się porównać. Tata Siergiej poczęstował domowym, wiśniowym, wytrawnym winem. Dla mojego "przeciążonego" żołądka było to chyba jedyne ocalenie. Wszystkim oczywiściemusiałem pokazać wcześniejsze zdjęcia z tego wyjazdu o raz stronę www.rowerem.zehej.pl. Po 23 udaliśmy się do pubu, gdzie przy cichej muzyce przez ok. 2 godziny rozmawialiśmy z przyaciółmi Vlada i Leny.

Contents copyright © 2001-2010, CYKLOiD. All rights reserved.
Zawartość oraz forma Kalendarza Wypraw Rowerowych XXI wieku podlegają ochronie praw autorskich. Kalendarz...XXI wieku nie może być powielany lub prezentowany w inny sposób jak tylko na stronie macierzystej projektu, to jest http://wyprawy21.cykloid.pl/.