www.wyprawy21.cykloid.pl :: Wyprawy Rowerowe XXI wieku
Tekst i fotografie: Piotr Strzeżysz
Indyjskie potrawy są niezmiernie ostre i zawierają ogromne ilości przypraw - czyli masala. Chociaż zapachy unoszące się ze skwierczących patelni i parujących garów miło drażnią powonienie, to palącego uczucia w gardle ciężko jest się pozbyć. Radykalna zmiana diety przez pierwsze dni pobytu w Indiach gwarantuje kilkudniowe rozwolnienie, a może również spowodować hemoroidy, tak więc osoby o wrażliwych żołądkach powinny zabrać trochę jedzenia z Polski a do indyjskiego powoli się przyzwyczaić. Stołując się w miejscach, gdzie komunikacja werbalna jest utrudniona z uwagi na zaskakująco niską znajomość języka angielskiego wśród mieszkańców Indii, należy wypowiedzieć magiczną formułkę: no masala, no chili, co z reguły pomagało. Będąc w Indiach nauczyłem się jeszcze jednego zwrotu, za pomocą którego próbowałem wyrazić swoją prośbę o podanie czegoś nieostrego. Brzmiało to mniej więcej tak: dżiada masala mirć, nehi hona cziahie, saada khana i zazwyczaj wywoływało szeroki uśmiech na twarzach i dodatkowe pytania, na które niestety nie potrafiłem odpowiedzieć inaczej, jak tylko wzruszeniem ramion.
Wszędzie po drodze, co kilkadziesiąt kilometrów znajdziemy dhaby. W dhabach można zjeść dhal (ostry sos warzywny z soczewicy), čapati (placki z mąki i wody, czasem z dodatkiem ziemniaków), momo (pierogi), chowmein (makaron z warzywami i/lub mięsem), omlet i oczywiście ryż.
Jeśli chodzi o owoce często jadałem banany, arbuzy i śliwki. W dużych miastach wybór innych owoców jest przeogromny, należy tylko pamiętać aby je koniecznie umyć, lub przynajmniej obrać ze skórki.
Ze względu na dość jednostajną i ubogą dietę warto zabrać z Polski dodatkowy zestaw witamin.
Bez problemu można kupić butelkowaną, która jest zupełnie bezpieczna. Cena w dużych miastach za półtora litra wody to około 12-15 rupii (czyli jeden polski złoty). Jeśli ktoś ma ochotę pić wodę ze strumieni wysoko w górach, na wszelki wypadek dobrze zabrać tabletki do odkażania albo sprzęt do gotowania. Osobiście piłem wodę kilka razy prosto ze strumieni, ale było to naprawdę na dużych wysokościach, gdzie nie było wyżej juz żadnych osad, tak więc nie było komu jej zabrudzić.
Nie wykorzystałem żadnego w celach urzędowych, natomiast stanowiły pamiątkę dla tubylców, którzy często za nocleg lub jedzenie nie chcieli wziąć ode mnie żadnych pieniędzy.
Nieodzowne na żółtaczkę WZWA/B, dur brzuszny, tężec, polio. Do tego na wszelki wypadek na zapalenie opon mózgowych. Szczepienia są dość kosztowne i dobrze zacząć je odpowiednio wcześniej przed wyjazdem, jako że niektóre otrzymuje się w kilku dawkach wymagających odpowiednich przerw w podaniu. Z leków na biegunkę miałem tylko loperamid, który w zupełności wystarczył. Do tego Arechin na wypadek malarii.
Z innych lekarstw wziąłęm jeszcze antybiotyk Bactrim (na szczęście się nie przydał), polopirynę, Pyralgin, witaminę C, Cholinex i Tantum Verde.
Wiza jest bezpłatna, ważna na sześć miesięcy pobytu w Indiach. Otrzymuje się ją w Ambasadzie Indii po okazaniu ważnego paszportu i biletu do Indii. Wszystkie formalności wizowe można załatwić w jednym dniu, należy tylko przyjść koniecznie przed południem (czyli przed sjestą:)
Rzecz bardzo ważna, o czym przekonałem się na własnej skórze. Podczas aklimatyzacji pojawia się przyspieszony, płytki i nieregularny oddech, lekki ból głowy, zwiększone wydalanie moczu. Podczas zdobywania coraz większych wysokości, wszystkie te dolegliwości są nieuniknione w większym lub mniejszym stopniu. Należy podjeżdżać stopniowo i w razie wystąpienia objawów choroby wysokościowej (AMS - Acute Mountain Sickness), do których należą: brak apetytu, mdłości, wymioty, osłabienie, ból głowy i kłopoty z zaśnięciem, należy zostać na tej samej wysokości tak długo, aż objawy ustąpią, albo najlepiej zjechać kilkaset metrów.
Należy również pamiętać aby w miarę możliwości nocleg spędzać niżej, niż najwyższa wysokość, jaką przejechaliśmy danego dnia.
Zabrałem tylko najpotrzebniejsze, które zazwyczaj zabieram ze sobą na wszystkie dłuższe wyjazdy, czyli zestaw kluczy, smar, linki, dętki, łatki, jedną oponę, szprychy, nyple, klucz do kasety, "bacik" i kombinerki. Przez sześć tygodni złapałem tylko dwa razy gumę, po najechaniu na ostry kamień.
W górach i poza miastami często nocowałem u przygodnie spotykanych tubulców. Spotkania te były wspaniałą okazją do poznania życia i nierzadko skrajnie trudnych warunków, z jakimi muszą się ci niezmiernie życzliwi ludzie borykać na codzień. Jeśli byłem na zupełnym pustkowiu, to oczywiście spałem w namiocie. W miastach bez problemu można znaleźć przyzwoity nocleg w hotelu za równowartość 10-15 złotych. Oczywiście warunki są często spartańskie, ale ja nie pojechałem do Indii szukać wygód.
Najdroższy był przelot. Za bilet powrotny do Delhi Ukraińskimi Liniami Lotniczymi Aerosvit zapłaciłem 2300 zł. Do tego 212 zł za osiem kilogramów nadbagażu na lotnisku w Warszawie i siedemdziesiąt dolarów za trzy kilo na lotnisku w Delhi. Szczepionki kosztowały około 700 zł. Przez czterdzieści dwa dni podróży wydałem na jedzenie, przejazdy, noclegi i pamiątki dokładnie dwieście pięćdziesiąt dolarów, czyli średnio rozstawałem się z gotówką w ilości około sześciu dolarów dziennie. Doliczając do tego wydatki na filmy do aparatu, na przygotowanie roweru do jazdy i różne inne drobiazgi, koszta wyjazdu można zamknąć w kwocie 5000 zł.
Wyprawa nie była sponsorowana, jedynie od sklepu Scott w Warszawie (ul. Anielewicza 2, róg Andersa) dostałem na przetestowanie nową kolarską kurtkę firmy Berkner, która sprawdziła się doskonale. Chciałbym również wyrazić słowa wdzięcznośćci panu mechanikowi ze sklepu Scotta za solidny serwis i wzorowe przygotowanie roweru do wyjazdu.
:: koniec relacji ::
Contents copyright © 2001-2009, CYKLOiD. All rights reserved.
Zawartość oraz forma Kalendarza Wypraw Rowerowych XXI wieku podlegają ochronie praw autorskich. Kalendarz...XXI wieku nie może być powielany lub prezentowany w inny sposób jak tylko na stronie macierzystej projektu, to jest http://wyprawy21.cykloid.pl/.