www.wyprawy21.cykloid.pl :: Wyprawy Rowerowe XXI wieku

Relacje z wypraw...

Korona Ziemi Rowerem
etap II - Mt.McKinley

Tekst i fotografie: Marek Klonowski

relacja nr 6 - 1 sierpnia 2005 :: Bristol Bay Fishing & Katmai NP

Godzina 3:30 a.m. Wyskakujemy z ciepłych śpiworków, oczy przekrwione. Kawa z mlekiem, gorąca czekolada w termos. Wciskamy się w mokre, przesiąknięte rybim zapachem sztormiaki. Na łódce zakładamy światła i 90 konny silnik zabiera nas 3 mile w górę rzeki. Dobijamy do brzegu na naszym miejscu. W błocie i mule odbijają się przepiękne kolory wschodu słońca. Mocujemy boje i sieci. Dokładnie o godzinie ustalonej przez Alaska Fish and Game, wyciągamy sieci. Pierwsze łososie szamoczą się w wodzie. Po ustawieniu sieci dryfujemy chwile popijając gorącą czekoladę. Oddajemy się magicznej chwili ciszy i wschodu słońca. Sprawdzamy sieć, wyciągamy ryby. Wracamy do naszej chatki na 1,5 godzinną drzemkę. Budzimy się jeszcze bardziej zakręceni niż o 3. Przypływ zmienia się w odpływ i trzeba przestawić sieci, wybrać ryby. Gdy dzień jest dobry wyciągamy sieć raz za razem wyciągając z niej mnóstwo łososia. Na łódkach pracuje od 2 do 4 osób (my w trójkę). Silny i doświadczony zespól w dobę potrafi złowić 7,5 tony łososia. Po południu dostarczamy ryby do tendera. Wracamy do bazy, kolejna drzemka. Kolacja i rundka quadem po czarnej plaży, parę fotek i do łóżka. Pobudka za 3 godziny i wszystko jeszcze raz.

Kolejną porcję fotek znajdziecie na: http://www.infogryfino.pl/klonos/katmai/

Nad Bristol Bay spędziłem 3 tygodnie. Objadłem się łososia na zapas. W miejscowości King Salomon zmieniłem mój lot do Anchorage o tydzień i ruszyłem do Parku Katmai. Jeśli chodzi o niedźwiedzie to zdjęcia powinny mówić same za siebie. Pierwszego dnia pod wieczór ruszyłem w kierunku doliny 10000 ogni (valley of 10000 smokes). W strachu przed niedźwiedziami i z powodu braku wody zrobiłem dokładnie 21 kilometrów bez ani jednego zatrzymania czy odpoczynku (myślałem ze mi plecy odpadną). Następnego dnia, po paru kilometrach załapałem się na autobus który zawiózł mnie do końca drogi (która cała ma 23 mile). W ten sposób zaoszczędziłem 100 $. Kolejne 12 mil, po przekroczeniu dwóch rzeczek, wiedzie po wulkanicznym pyle i pumeksie. Do schronu (opuszczone 2 baraki geologów na Baked Mountain, docieram pod wieczór. Krajobraz jak na księżycu. Poznaje tam 3 Amerykanów którzy także skończyli połowy i przylecieli tu odreagować 6 tygodni bez lądu :).

Valey of 10000 smokes powstała po erupcji Novarupta w 1912 kiedy to nastąpiła tu największa erupcja XX wieku. Gdyby erupcja ta nastąpiła na Manchatanie, nikt by nie przeżył, a wybuch słyszany byłby w Chicago. Szczyt najwyższej w okolicy góry Katmai, zapadł się do środka i powstało jezioro na górze o wysokości około 5000 stop. Erupcja wywaliła 6 mile sześcienne pyłu który przykrył cala okolice. Szczęśliwie nikt nie zginął. Okoliczni mieszkańcy opuścili domy przed erupcja (kierowani czystym instynktem i zachowaniem zwierząt).

Postanowiłem wejść na jeden z wulkanów - Trident. Pogoda fatalna, nie wziąłem ze sobą raków i tylko za pomocą GPS, w chmurach i deszczu, wybijając stopnie w miękkim śniegu, pod wieczór dotarłem na szczyt gdzie zmuszony byłem nocować. Znalazłem "dobre" miejsce na nocleg i rozbiłem namiot. Około 22-ej zerwał się silny wiatr. Wiatru takiego jeszcze nie doświadczyłem nigdy. Myślałem że odlecę razem z namiotem, który za chwilę porwie się w strzępki. Szybka decyzja o zdjęciu namiotu z kijków i nakryciu się nim okazała się za późna. Jak tylko otworzyłem drzwi straciłem tylną ścianę, rozpruła się w poprzek na całej długości. Jakoś udało mi się nakryć podartym namiotem i zwinąć w kulkę. Leżę tak mokry i nie jestem w stanie słyszeć własnych myśli. Zastanawiam się jak długo może tak wiać i czy do rana zdąży dopaść mnie hipotermia. Po 40 min. zupełnie przestało wiać. Brak najmniejszego podmuchu. Oglądam straty. Namiot do wyrzucenia. Zaczyna padać i juz prawie ciemno. Na pocieszenie topię śnieg na gorącą czekoladę. Niestety po 10 minutach to samo. Szybko gaszę kuchenkę, nakrywam się szczelnie namiotem i lezę zwinięty w kulkę. Zimno, mokro, potężnie wieje i kości bola bo nie mogę się ruszyć. Tracę poczucie czasu. Czasem przestaje wiać na chwile, ja jednak się nie ruszam bo wiem że znowu zacznie. Mokry śpiwór nagrzał się w niektórych miejscach, więc zwalczając bolące barki nie ruszam się bo nie chcę utracić tego ciepła. Nie wiem jak, ale tak dotrwałem do 6 rano. Przez chwilę szczyt wyszedł nad chmury miałem więc okazję spojrzeć na moją drogę powrotną. Zupełnie dygocząc, nie wiem jakim cudem wcisnąłem wszystko do plecaka. Widok przecudowny, nie mam jednak ochoty go podziwiać, myślę o tym tylko żeby zejść niżej, schować się od wiatru. Zmusiłem się żeby zrobić jedno zdjęcie (nieostre jak się później okazało).

Udało się zejść. Wróciłem do baraków. Znalazłem tam jakiś stary śpiwór częściowo pokryty grzybem, w którym spędziłem kolejną noc. Następnego dnia pogoda się poprawiła nieznacznie, wysuszyłem wszystko, pobrykałem po okolicy, jeszcze jedna noc i wróciłem do Brooks Camp fotografować niedźwiedzie. W niedzielę do Anchorage, nowy namiot i autostopem do Talkeetny gdzie obecnie jestem. Jutro wysyłam mój sprzęt do wspinaczki i parę "zimowych" rzeczy do domu i za parę dni rozpoczynam drogę powrotna. Mam nadzieję ze uda mi się przekroczyć granicę z Kanadą mimo mojej "single entrance visa".

Contents copyright © 2001-2009, CYKLOiD. All rights reserved.
Zawartość oraz forma Kalendarza Wypraw Rowerowych XXI wieku podlegają ochronie praw autorskich. Kalendarz...XXI wieku nie może być powielany lub prezentowany w inny sposób jak tylko na stronie macierzystej projektu, to jest http://wyprawy21.cykloid.pl/.