www.wyprawy21.cykloid.pl :: Wyprawy Rowerowe XXI wieku

Relacje z wypraw...

Korona Ziemi Rowerem
etap II - Mt.McKinley

Tekst i fotografie: Marek Klonowski

relacja nr 3 - 12 kwietnia 2005 :: Alaska

Na pożegnanie Jimme kupił mi gaz pieprzowy jako środek ochrony przed budzącymi się niedźwiedziami i tak zakończyła się moja przygoda z Montaną. Szybko przemknąłem przez krótki odcinek górzystego Idaho i znalazłem się w stanie Waszyngton. Czasem słonce, czasem deszcz, a na przełęczach śnieg. Tak dotarłem do Seatlle. W mieście nie jest tak źle jak we wschodnich metropoliach. Po centrum można się swobodnie poruszać piechota, a autobusy są za friko. No i wody Pacyfiku, od razu cieplej, można w koszulce śmigać.

Seatle

Przenocowałem spokojnie w parku nad wodą, później ciężko było się wydostać z miasta, ale dwa dni później wkraczam do Kanady. I znów trzeba było ściemniać panią oficer, co ja tu robię na piechotę...

Alaska Highway w drodze

W Kanadzie znikają autostrady, pojawiają się góry i wielkie lasy. I znów coraz zimniej. Czasem jest tak zimno i wieje że chowam się ubrany we wszystko co mam za plecak i czekam na jakieś auto. Miejscowi uczą mnie zachowania przy spotkaniu z niedźwiedziem więc jestem już dobrze wyedukowany (mam nadzieje...).

Północna cześć Britih Columbia - czasem słonce czasem śnieg. Wreszcie docieram do Dawson Creak gdzie rozpoczyna się słynna „Alaska Highway” (ogromnym wysiłkiem i kosztem wybudowana droga w 42 roku, łącząca Alaskę ze światem).

Ku pamięci

Auta jeżdżą coraz rzadziej. Każdy kto mnie podwozi pracuje w przemyśle wydobywczym. Docieram do Fortu Nelson. Do najbliższej większej miejscowości około 900 km.(Whitehorse). Czekam za miastem na jakieś auto. Tam z mojego radyjka dowiaduję się o śmierci papieża. Układam krzyżyk z kamieni i obok niego spędzam następnych 6 godzin. Nie jeździ nic prócz miejscowych...
Nocuję gdzieś na śniegu opodal i następnego dnia, od wschodu słońca, ruszam środkiem Alaska Highway przed siebie... Po dwóch godzinach zjawia się wielki pickup ciągnący snopowiązałkę. W dodatku nie ma miejsca z przodu więc jadę na przyczepie. Zastanawiam się ile wytrzymam zanim zamarznę. Po 20 min. otwiera się okienko - Dokąd jedziesz?. Na Alaskę - odpowiadam. - To będę musiał ci zrobić miejsce. No i z Denisem spędziłem w drodze następne 2 dni. Od świtu do nocy jechaliśmy przepiękną drogą. Jazda wśród ośnieżonych gór i lasów, wzdłuż zamarzniętych jezior. Widziałem łosia, karibu (u nas renifer), stado bizonów !!! i pięknego orla. Za piękne widoki place w nocy temperaturą [minus]-13 stopni (śpię w namiocie, bo Denis w aucie, a i tak mu woda zamarza). Była to chyba moja najzimniejsza noc w tym śpiworze, ale jak to mówią na Alasce musisz trzymać piwo w lodówce żeby nie zamarzło.

Alaska Highway

Wreszcie wieczorem docieramy do domu Denisa i od razu musimy się spocić przy odgarnianiu śniegu, co by auto zaparkować gdzieś. Jednak później cudowna nagroda za trudy podroży - przepiękna zorza polarna, latam jak dziki z aparatem nie mogę się nadziwić.

Denis mieszka 11 mil od małej miejscowości Talkeetna. Nie ma prądu. Na środku jego zagraconej chaty stoi piec opalany drzewem, wodę ma z topionego śniegu, do tego wszystkiego 6 koni (w tym jeden młody, który chce mnie zjeść). Następnego dnia odwiedzam z Denisem Anchorage (największe miasto na Alasce - mieszka tu połowa ludności całej Alaski). Nic ciekawego oprócz sklepów z najlepszym sprzętem wspinaczkowym.

Zorza polarna

Teraz jestem w miejscowości Talkeetna. Odwiedziłem już siedzibę straży parku Denali, jest to miejsce które odwiedzają wszyscy którzy pragną wejść na górę. W miasteczku panuje wspaniały klimat, mieszka tu około 800 osób i wszyscy się budzą, bo nadchodzi wiosna. Topią się ogromne ilości śniegu i jest całkiem ciepło. Przedwczoraj poznałem Joka, podwiózł mnie 10 mil. Jok jest pilotem małych awionetek, których tutaj jest pełno (bo nie ma dróg i samolot, to jedyna droga - możesz lecieć godzinę, albo iść 3 dni). Więc wczoraj Jok zabrał mnie do swojej awionetki i polecieliśmy odwiedzić jego przyjaciela, który mieszka jak pustelnik w małej chatce z dala od cywilizacji.
Później szukaliśmy z powietrza zielonej torby, którą awaryjnie zrzuciła poprzednia awionetka (po to właśnie Jok zabrał mnie, bo on nie rozróżnia kolorów - niestety torby nie udało się znaleźć). Samolot którym lecieliśmy ma 30 lat :), dowiedziałem się o tym jak wylądowaliśmy i zrozumiałem po co mu rakiety śnieżne w samolocie.

Teraz o miasteczku. Nie oglądałem namiętnie Przystanku Alaska, ale to właśnie miasteczko w tym stylu. Ludzie się pozdrawiają na każdym spotkaniu. Jest lokalne radio (gdzie może poleci polska muzyka), biblioteka, bar, sklep, 3 ulice. Ludzie używają skuterów jak motocykli i jeżdżą nimi zarówno po śniegu jak i po asfalcie (zapomniałem imienia, ale jest jeden koleś, który jeździ skuterem, do którego przymocowany ma wielki 1,5 metrowy miecz). No i najlepsze, nie ma tu policji, a niektórzy nie widzieli ich od roku. Podoba mi się tu...

Mt Hunter, Foraker i Denali o poranku

Najwyższą górę Ameryki widać stąd z wielu miejsc, prezentuje się wspaniale, zwłaszcza o wschodzie słońca. Noce są coraz cieplejsze. Ja musze dogadać się z Danielem żeby przesłał mi mój sprzęt, a do tego poczekać aż otworzą drogę, która obecnie jest w trakcie odśnieżania z miejscami 2,5 metrowej warstwy śniegu.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie z drugiej strony Ziemi. Zastanawiam się, w którą stronę jest najbliżej do domu? Na wschód, czy na zachód? Nie, najbliżej zdecydowanie jest na północ...

Contents copyright © 2001-2009, CYKLOiD. All rights reserved.
Zawartość oraz forma Kalendarza Wypraw Rowerowych XXI wieku podlegają ochronie praw autorskich. Kalendarz...XXI wieku nie może być powielany lub prezentowany w inny sposób jak tylko na stronie macierzystej projektu, to jest http://wyprawy21.cykloid.pl/.