www.wyprawy21.cykloid.pl :: Wyprawy Rowerowe XXI wieku

Relacje z wypraw...

Korona Ziemi Rowerem
etap II - Mt.McKinley

Tekst i fotografie: Marek Klonowski

relacja nr 1 - 24 marca 2005

BOB

Stoję sobie na drodze, obok leży plecak, słucham radyjka. Zatrzymuje się Bob, 63 leni, stara Toyota kempingowa. Bob kocha ten samochód.

Jak co kilka miesięcy jedzie nad Missisipi spotkać się z bratem. Jedziemy autostradą gadamy swobodnie, zrywa się pasek - po godzinie naprawione. Tuż przed zachodem słońca pijemy herbatę w jego aucie, a później Bob relaksuje się fajeczką magicznego zioła :).

Jedziemy dalej, Bob trasę zna na pamięć. Nagle zrywa się i szuka czegoś nerwowo w torbie, myślę że szuka tabletek, więc mu pomagam z całych sił bo wygląda jakby miał wykorkować jak ich nie zje na czas. Uff, po minucie wyciąga mapę (bo to o nią chodziło) i stwierdza, że źle jedziemy. To nic, przynajmniej zobaczyliśmy ładna okolice - mówi.

Wieczorem docieramy nad wielką Missisipi. Bob z bratem nie widzieli się od kilku miesięcy, pierwsze co robią to pompują fajkę wodna, relaksują się. Nocuję z nimi w przyczepie... Obok sunie Missisipi.

DAN

Stoję sobie na stacji benzynowej w małej mieścinie z jednym skrzyżowaniem, a właściwie siedzę na plecaku. Przez dwie godziny mimo, że zimno i wieje, słońce spaliło mi usta. Podjeżdża Dan... „Gdzie jedziesz?” - „Na Alaske". Dan uśmiecha się „Zabiorę cię do autostrady ale najpierw skoczmy cos zjeść". Około dwóch godziny później jesteśmy przy autostradzie. Dan wjeżdża na nią i wali ręką w kierownicę „Fuck, Fuck". Nie wiem co się dzieje...

Dan jest nauczycielem matematyki, ma 27 lat, mieszka z mamą, która dzwoni do niego na komórkę, co godzinę. Dan mówi, że potrzebuje czegoś nowego i zabierze mnie do Chicago - bagatela 1000 km. Tak po prostu. No i pojechaliśmy, po 12 godzinach Chicago u mojej koleżanki z Gryfina, Ewki. Dan ucina sobie 2-godzinną drzemkę i wraca z powrotem.

Chicago nocą

Podrzucił mnie tysiąc kilometrów - teraz szybko musi jechać z powrotem, bo mama chce go widzieć na obiedzie w domu, a nic nie wie o jego wypadzie...

Zatrzymuje się 3-ech wielkich Meksykanów, trochę zmieszany ładuję się do Pontiaca z mym wielkim plecakiem. Jedziemy 3 km i rozwala się sprzęgło, tym razem nie miałem szczęścia, myślę... ale... za godzinkę zatrzymuje się zakonnica :) (dość duża zakonnica). Jadę z nią góra 10 min, na pożegnanie wyciąga wielką grubą kopertę i daje mi 100 $. „Idź coś zjeść

No dobrze, a teraz o mojej podróży.

Gryfino, Szczecin, Warszawa, zleciało. Lotnisko, pakowanie, Londyn, Nowy Jork - 9 wieczorem. Ładuję wszystko na bestię i ruszam. Najpierw 40 km przez Brooklyn nocą. Wszystko jak na filmach, wszędzie ciemnoskórzy, kolejka na stalowym moście, tuż przy oknach domostw. Walczę ze snem. O 2-ej w nocy Manhattan Bridge. Na przeciw Statuy Wolności wyciągam śpiwór puchowy i kimam do rana.

Później Manhattan, drapacze chmur, żółte taksówki, wszędzie światła i ogromny ruch.

New York

Po południu opuszczam Manhattan przez wielki most Waszyngtona. Pierwsze spotkanie z policją... Później drugie... Jakoś udało się zostawić te cholerne autostrady i wydostać na przedmieścia... Nocuję nad małą rzeczką za osiedlem.

Noce zimne, woda zamarza, ale mam ciepły śpiwór. Rozrywa mi się mój stary namiot (spędziłem w nim już niemal pół roku). Kolejny dzień., z rana zimno, później ciepło, górki, małe miejscowości, leży dużo śniegu jeszcze wszędzie. Wszędzie samochody, nie ma żadnych dróg do lasu, ani do nikąd, ciężko znaleźć miejsce gdzie można się spokojnie zatrzymać. Tak samo jest z noclegiem, ciężko znaleźć miejsce gdzie spokojnie można rozbić namiot. Teren górzysty, dokucza mi kolano, nie mogę jechać na stojąco, pod duże górki muszę prowadzić rower. Nocuję na polu, w nocy decyduję się zostawić rower i kontynuować podróż autostopem.

Wiem, że niektórzy mogą być zawiedzeni, ale stwierdzam, że to nie jest kontynent na rower. To jak jazda po Niemczech bez ścieżek rowerowych, gdzie jeździ 3 razy więcej aut. Dodatkowo, na całą podróż (pół roku) mam tyle ile kelnerka w barze zarabia w miesiąc. Trzecia rzecz, to kolano, w którym czuję szpilkę jak próbuję mocniej nacisnąć pod górkę. Więc zdecydowałem się zostawić rower...
Przepraszam wszystkich, ale nie mam zamiaru się męczyć na rowerze... Jazda musi być przyjemna, a jak nie jest, to staje się męcząca. Więc zostawiłem rower, przyczepkę i połowę sprzętu u pewnego księdza nad jego garażem i ruszyłem.

w drodze...

Najpierw Dan zabrał mnie do Chicago, tam 2 dni posiedziałem u Ewki, później trafiłem nad Missisipi, dzisiaj rano 50-letnia Kim, słuchając na maksa Linkin Park i testując nowe auto zabrała mnie do tej biblioteki...

Tak więc niestety, a może stety, kontynuuję moją podróż autostopem, wiem że rowerowy światek nie będzie zachwycony, ale tylko krowa nie zmienia poglądów, a ja po prostu dostosowałem się do realiów... Można powiedzieć, że wymiękłem jak kto chce he he, szczerze mówiąc nie zależy mi na opinii.

W każdym bądź razie cel wyprawy jest niezmieniony, podążam w kierunku Alaski, Mt.McKinley czeka tam na mnie cierpliwie.

Contents copyright © 2001-2010, CYKLOiD. All rights reserved.
Zawartość oraz forma Kalendarza Wypraw Rowerowych XXI wieku podlegają ochronie praw autorskich. Kalendarz...XXI wieku nie może być powielany lub prezentowany w inny sposób jak tylko na stronie macierzystej projektu, to jest http://wyprawy21.cykloid.pl/.