www.wyprawy21.cykloid.pl :: Wyprawy Rowerowe XXI wieku
- autor relacji z podróży.
Zrealizował 3 samotne wyprawy rowerowe przez Himalaje, w tym jedną zimową przez góry Tybetu. Ostatnią wyprawę odbył w górach Ameryki Południowej. Każda z wypraw posiada bogatą dokumentację w postaci barwnej relacji oraz kolekcji znakomitych zdjęć.
Tekst: Piotr Strzeżysz
Leciałem liniami SwissAir za 4000 zł. Do tego osiemdziesiąt euro (w jedną stronę) za przewóz roweru, niezależnie od wagi jednośladu. SwissAir wymaga, aby rower był zapakowany w pudło.
W Chile nie miałem żadnych problemów z przewiezieniem roweru samolotem. Linie Aerolineas del Sur nawet nie pobrały dodatkowej opłaty. Na odcinku Iquique-Santiago de Chile zapłaciłem niecałe 300 zł.
Aby wjechać do Chile, Argentyny lub Boliwii, obywatele Polski potrzebują jedynie ważny paszport, wizę w formie stempelka i małego papierka (w przypadku Chile należy pamiętać, aby zachować go do chwili wyjazdu z kraju) dostaje się na granicy właściwie od ręki. Do Chile nie można wwozić artykułów pochodzenia zwierzęcego, ani świeżych owoców. Przy wjeździe od strony Boliwii pamiętać, aby wyjąć z bagażu liście koki, jeśli się takowych używało na polepszenie samopoczucia na boliwijskim Altiplano. W Boliwii są legalne. Należy też uważać na terenach przygranicznych pomiędzy Chile i Boliwią, ponieważ zdarza się, że tereny są zaminowane, o czym ostrzegają odpowiednie znaki. Do wymienionych powyżej krajów nie są wymagane żadne szczepienia.
Nocowałem właściwie prawie cały czas w namiocie, a ze znalezieniem miejsca na rozbicie się raczej nie było problemu. Problem był z wodą, o myciu można przez kilka dni zapomnieć, kilka litrów zabieranego płynu zużywałem do picia, a nie mycia. W miasteczkach są miejsca, gdzie można znaleźć nocleg pod dachem, tak zwane hospedajes, ale i tak dobrze mieć ze sobą ciepły śpiwór. Spałem w bardzo różnych temperaturach. Od kilkunastu stopni na plusie w lutym do dwudziestu pięciu na minusie w sierpniu, np. w bazie pod Aucanquilcha, czy na salarze.
W miasteczkach i wioskach są restauracje i sklepy, zawsze można też dostać lub kupić coś od tubylców. Zabieranie z Polski liofilizatów uważam za absurdalne, suchy prowiant na kilka dni można kupić w sklepie na miejscu, chyba, że komuś poprawi to samopoczucie i stworzy iluzję bycia na prawdziwej "ekspedycji". Ameryka Południowa to nie Wenus, sklepy znajdziemy w najbardziej zapadłych dziurach. A nawet, jeśli będą zamknięte, to można liczyć na pomoc mieszkańców.
Dobrze mieć dodatkowy, "zapasowy" litr wody, gdyby okazało się, że np. wioska na mapie istnieje tylko w wyobraźni jej twórców. Jeśli chodzi o ceny, w Chile wahały się one na poziomie cen polskich, taniej było w Argentynie i zdecydowanie najtaniej w Boliwii. Nocleg pod dachem można tam było znaleźć już za równowartość kilku złotych, oczywiście bez żadnych wygód. W Chile i Argentynie w cenie noclegu jest zazwyczaj śniadanie, skromne, ale zawsze coś - bułka, marmolada, czasem kawa.
Podczas podróży żywiłem się właściwie tym, co w Polsce - chleb, sery, masło na śniadanie lub mleko z płatkami. Na obiad makarony, kasze, fasola itp. W miastach często jadałem w skromnych restauracjach, gdzie wybór dań był dość duży a ceny bardzo przystępne. Jako przekąskę można kupić hot doga, hamburgera, frytki lub sałatkę w przydrożnych barach, jeśli takowe się trafią, co oczywiście ma miejsce tylko przy uczęszczanych drogach. W Argentynie i Chile hot dogi nazywa się completos i podaje najczęściej z dodatkiem ugniecionej, zielonej papki z mango. W Boliwii do posiłku często dodawana jest zupa, gęsta i pożywna, np. z dodatkiem quinua, komosy ryżowej, której Boliwia jest największym producentem na świecie.
Jedzenie często kupowałem też na targach, nie zważając na idiotyczne przestrogi z niektórych anglojęzycznych przewodników, odnośnie braku higieny panującej na stoiskach ze straganami. Nie odbiegały one od standardów polskich wiejskich targowisk, ale mogę zrozumieć, że wrażliwe żołądki mogłyby pewnych specjałów nie tolerować. Wybór pozostawiam zdrowemu rozsądkowi, każdy wie, co mu szkodzi, a co nie, ale warto chyba poeksperymentować z potrawami innych krajów.
Rower ma być sprawny, przegląd generalny przed wyjazdem jest niezbędny. Miałem duże kłopoty z kupnem dętki z cienkim wentylem. Były dostępne jedynie w dużych miastach. Jeśli chodzi o narzędzia, to zabrałem standardowy zestaw, który zapewne różni się w zależności od osobistych preferencji. Jak ktoś wybiera się w Andy i w pustynne tereny, to raczej nie trzeba mu udzielać wskazówek, co należy zabrać. Nie miałem po drodze żadnych poważniejszych problemów z rowerem, poza zalepianiem dziur w obu dętkach.
Contents copyright © 2001-2009, CYKLOiD. All rights reserved.
Zawartość oraz forma Kalendarza Wypraw Rowerowych XXI wieku podlegają ochronie praw autorskich. Kalendarz...XXI wieku nie może być powielany lub prezentowany w inny sposób jak tylko na stronie macierzystej projektu, to jest http://wyprawy21.cykloid.pl/.